Czyżby nadchodził koniec pracy „na śmieciówce”, która nie zostawia po sobie nawet śladu w stażu pracy? Jest na to spora szansa! Rząd zrobił właśnie kolejny krok w stronę tego, by każda forma zarobkowania – niezależnie od umowy – zaczęła być traktowana z należnym szacunkiem.
Co się wydarzyło?
Stały Komitet Rady Ministrów przyjął projekt nowelizacji Kodeksu Pracy. W skrócie: chodzi o to, by do stażu pracy wliczały się także inne formy zatrudnienia niż klasyczna umowa o pracę. Mowa tu o takich przypadkach jak:
- prowadzenie działalności gospodarczej (czyli „sam sobie szefem”),
- współpraca z osobą prowadzącą działalność,
- zawieszenie działalności w celu opieki nad dzieckiem (i dobrze, bo to też praca!),
- umowy zlecenia, o świadczenie usług lub agencyjne,
- członkostwo w spółdzielniach rolniczych (tak, to też się liczy),
- oraz udokumentowana praca zarobkowa za granicą – poza standardowym zatrudnieniem.
Zmiany mają wejść w życie 1 stycznia 2026 roku. Czyli jest jeszcze czas, żeby odszukać dawno zapomniane papiery z agencji pracy tymczasowej albo umowy podpisywane przy kuchennym stole z sąsiadem – jeśli oczywiście były zgodne z prawem.
Co to oznacza w praktyce?
Na przykład: jeśli ktoś ma teraz 7 lat stażu pracy „etatowego” i do tego 4 lata na umowie zleceniu (do tej pory bez wpływu na urlop), to po 1 stycznia 2026 r. – zakładając, że przedstawi odpowiednie dokumenty – zyska dodatkowe przywileje. W tym przypadku: 26 dni urlopu zamiast 20. Kto raz był na wakacjach z pełnym urlopem, ten wie – każdy dzień się liczy.
Dlaczego to ważne?
Według danych z badania BAEL za 2023 r., niemal 20% aktywnych zawodowo osób nie pracuje na etacie. To ok. 1,9 miliona ludzi! Cała ta grupa nie mogła dotychczas w pełni korzystać z praw, które przysługują etatowcom. A przecież codziennie wykonują taką samą (a często nawet bardziej wymagającą) pracę. Ministra Agata Dziemianowicz-Bąk nie owija w bawełnę: „Praca to praca! Każda zasługuje na uznanie.”
Co jeszcze może się zmienić?
Poza większą liczbą dni urlopu, nowelizacja może otworzyć drzwi do:
- nagrody jubileuszowej – bo 10, 20 czy 30 lat pracy (nawet z przerwami) to nie przelewki,
- dodatków stażowych – więcej lat pracy = więcej złotówek na koncie,
- większego szacunku dla nietypowych form zatrudnienia – bo freelancerzy, osoby na zleceniach czy samozatrudnieni to nie druga kategoria pracowników.
A co z dokumentami?
Tu zaczyna się ciekawy etap. Bo żeby te lata „śmieciówkowania” się liczyły, trzeba będzie udokumentować swoją działalność. I tu apel: jeśli kiedykolwiek podpisywałeś umowę zlecenie, prowadziłeś firmę albo pracowałeś za granicą bez klasycznego kontraktu – nie wyrzucaj papierów! Zbieraj, skanuj, porządkuj. Twój przyszły urlop może od tego zależeć.
Mały krok, duży postęp
Czy to rozwiązanie idealne? Pewnie jeszcze nie. Ale jest to duży krok w kierunku ucywilizowania rynku pracy i docenienia tych, którzy przez lata byli na jego marginesie. Dla wielu osób to w końcu szansa na normalne prawa pracownicze, nawet jeśli ich droga zawodowa była kręta i pełna zakrętów.
Podsumowując: jeśli kiedyś ktoś mówił Ci, że praca na śmieciówce się nie liczy – od 2026 roku będzie musiał odszczekać te słowa. Bo każda praca się liczy. Nawet ta na zleceniu, o świcie, z laptopem na kolanach i kawą z termosu.








